2009
10.13

HISTORY

Historia A&D to historia dwóch franciszkanów, którzy kiedyś zaczęli nadawać na tych samych falach. Razem grają już od 12 lat. Początkowo próbowali swych sił we franciszkańskim zespole FIORETTI działającym przy WSD Franciszkanów w Krakowie od ponad 40 lat. Spotkali się ponownie w 2004 r. na ziemi naszych południowych sąsiadów – w Czechach, gdzie jeden z nich właśnie kończył pracę duszpasterską w tym kraju, a drugi zaczynał. Niespodziewanie otrzymali propozycję nagrania samodzielnej płyty. Było to prawdziwe zaskoczenie. Tym bardziej, że pomimo tak szlachetnej muzycznej przeszłości 🙂 , poziom ich grania pozostawiał i – o zgrozo ! – nadal pozostawia wiele do życzenia. Wiedząc jednak dobrze, że Bóg wybiera na swe narzędzia często to, co słabe i głupie w oczach świata, nie bali się „wejść w to”. W ciągu półtora dnia nagrali cd „Naszej Miriam” , jak się później okazało bardzo amatorskie, jak sami mówią: „z milionem błędów – niedostrojeń, przyspieszen”. Na płycie znalazły się przede wszystkim ich kompozycje powstałe w czasie seminarium, oraz te powstałe nieco później. Trza było wymyśleć nazwę bandu, jakoś nazwać płytę. Wtedy Darek – „felixem” zwany – spontanicznie powiedział: „A&D”… i tak już zostało. Płytka została „wypalona” w znikomej liczbie egzemplarzy (coś około 400 szt.) i była rozdawana napotkanym osobom. Już kilkanaście dni po jej nagraniu dotarła w różne miejsca Europy (po jednym egzepmlarzu – niczym Dobra Nowina przekazywana z poczatku przez niewielu apostołów). „Między innymi dotarła do klasztoru z grobem św. Franciszka – z czego mieliśmy największą radość, ciesząc się, że właśnie tam rozbrzmiewa nasza muza” – wspomina br. Adam.

Trochę przyzwyczajeni do tajemniczego działania Boga, który lubi sprawiać niespodzianki swoim dzieciom (czego nieomieszkali napisać na okładce swej pierwszej amatorskiej płyty), nie zdziwili się specjalnie, gdy rok później ktoś zwrócił się do nich z taką samą propozycją. „O możliwości nagrania kolejnej płyty Darek, który wtedy pracował w Warszawie – przygotowując się równoczenie do wyjazdu na Misje w CFM, dowiedział się o 1-ej w nocy – na kilkanaście godzin przed nagraniem. Był dość zakatarzony… Pomimo tego zdecydowaliśmy się na nagranie… (na drugi dzień Darek wracał do swego klasztoru w Polsce).Podobnie jak przed rokiem zdecydowaliśmy się nagrać nowe kawałki, jak też stare, które do tej pory nikomu nie były znane” (AW). I tak poleciało dalej.Wkrótce powstała strona internetowa, gdzie wszystkie piosenki zostały umieszczone (z wyjątkiem chyba 3-ech).

Z czasem powstawały kolejne nagrania, zazwyczaj przy krótkich zazwyczaj pobytach br. Darka w Czechach. Takich amatorskich płytek z wieloma błędami zostało nagranych 7. „W 2006 r. otrzymaliśmy kolejną niespodziewaną propozycję. Tym razem chodziło o zagranie koncertu w czasie Franciszkańskiego Spotkania Młodych. Początkowo myśleliśmy, że to jakieś „jaja”, jak się później okazało jednak nie. Okazało się, że jednak są ludzie, którym wchodzi taka muza, pomimo swego muzycznego prymitywizmu.Odbył się koncert. Do wspólnego grania zostali zaproszeni bracia z Fioretti. Wspólnymi siłami jakoś daliśmy radę (ponoć 🙂 )” (AW).

I tak to leci… 🙂 „Przełomowym momentem dla zespołu było poznanie i rozpoczęcie współpracy z Rafałem „Rudi” Rudawskim i jego przyjaciółmi z Wyższej Akdaemii Jazzu w Katowicach, których później przechwyciliśmy i oswoiliśmy, tak, że teraz są naszymi przyjaciółmi. No a ci nas poznali ze swoimi przyjaciółmi i tak się A&D rozrosło. Razem pograliśmy parę razy.W lipcu 2009 wyszła pierwsza płyta – tym razem oficjalnie wydana, na której swoim zwyczajem nagraliśmy rzeczy stare i nowe” (AW).

Jak to mówił Jan Pawel II: „Wszystko się zmienia.” I tak nasz nasz band, który początkowo miał bazę w Czechach powoli przenosi się do Polski, gdyż tam właśnie mieszka obecnie większa część bandu. Zmienia się brzmienie zespołu, ale cały czas jest to to samo brzmienie, ktore mieliśmy w sercach i to samo przesłanie, choć być może teraz troche osłabione, a może jednak wzmocnione nowym brzmieniem. Wiemy, że decydując się na podniesienie muzycznego poziomu w pewien sposób rozstajemy sie – choć być może nie na zawsze – ze starym, amatorskim graniem, ale zarazem jesteśmy przekonani, że w ten właśnie sposób wyruszamy na spotkanie nowych osób – dusz, które czekaja na Jezusa, a które nasz prymitywny sposob grania by raczej odstraszył.

P.S. Zdarzały sie niekiedy takie przypadki 🙂

A&D

Komentarze są zamknięte.